Rozmowa z Witoldem Manitiusem, właścicielem Polimexu
Logo Polimexu sugeruje, że to firma z sercem... Jesteście znani z szerokiego zakresu działalności, która na wiele sposobów łączy Polonię z Polską. Jak długo istniejecie na kanadyjskim rynku i od czego zaczynaliście budowanie firmy?
W 1982 roku zaczynaliśmy od wysyłki paczek do Polski. Sytuacja polityczna zainspirowała do tego. Polacy w Kanadzie chcieli przesyłać bliskim wszystko, czego brakowało w sklepach w tamtych trudnych czasach. W kierunku kraju szła ogromna ilość paczek. Tani i solidny przewoźnik był bardzo potrzebny.
Idea firmy powstała USA - w Polsce paczki były dostarczane przez naszych pracowników do drzwi klienta. Potem wprowadziliśmy także odbiór od drzwi wysyłającego. Było to duże udogodnienie, zwłaszcza dla zapracowanych klientów, którzy chcą skorzystać z naszych usług w gorącym sezonie przedświątecznym - dostawa od drzwi do drzwi.
Niebawem wprowadziliśmy do naszej oferty paczki i katalogowe, pakowane w Polsce.
Firma jest kojarzona wśród Polonii właśnie z paczkami, ale nie tylko...
Polimex to także biuro podróży. Powstało ono, gdy w 1991 roku przenieśliśmy się do obecnej siedziby przy Roncesvalles 141. Firma ma w sumie 5 lokalizacji. Roncesvalles jest głównym biurem podróży. Inne siedziby mamy w Hamilton, Mississaudze, Brampton, Scarborough.
Na samym początku zajmowaliśmy się przede wszystkim sprzedażą biletów do Polski. Stopniowo biuro ulegało ewolucji. Jako biuro polonijne nadal się w tym specjalizujemy, ale także oferujemy bilety na cały świat. Polacy nadal latają do Polski LOT-em, który jest uważany za njawygodniejszą linię na tej trasie. Jesteśmy największym dystrybutorem LOT-u na terenie Kanady, sprzedajemy bilety innym biurom podróży.
Organizujemy też wycieczki grupowe. Jedną z najbardziej atrakcyjnych propozycji jest wyprawa do Ziemi Świętej, podczas której można odwiedzić miejsca kultu chrześcijańskiego.
Bardzo ciekawe są wycieczki do Brazylii, Argentyny, Meksyku, na Daleki Wschód. Dużą popularnością wśród naszych klientów cieszą się wycieczki po Ameryce Północnej - do Kalifornii, Nowego Jorku, Chicago, Waszyngtonu, Las Vegas, do Grand Canyon, a także po Kanadzie - do Montrealu, Ottawy Quebeck City. Specjalizujemy się wycieczkach autokarowych - którymi wybierają się w weekendy - wyjazd w piątek rano, powrót w poniedziałek. Nasi klienci nazwali je "wesołymi autobusami" i nazwa ta się przyjęła.
Zapewniamy zwiedzanie z wykwalifikowanym przewodnikiem, dobre i tanie hotele. Koszt podstawowy takiej wycieczki wynosi około 459 dolarów kanadyjskich.
Które z tych wycieczek chciałby Pan szczególnie zarekomendować?
Za najciekawsze uważam wyjazdy grupowe do Ziemi Świętej - to rejon szczególny, związany z miejscami kultu takimi jak miejsce narodzin i działalności Jezusa, a także ze względu na sytuację polityczną i konflikt zbrojny, który bądź przycicha, bądź się zaostrza. Ten rejon jest dla turystów jak okno, które się otwiera i zamyka. Dlatego trzeba się spieszyć z wyjazdem, dziś sytuacja jest stabilna, ale nie wiadomo co będzie jutro. My oferujemy przelot bezpośrednio do Tel-Avivu, co jest wielkim ułatwieniem dla podróżujących, bo minimalizuje trudy związane z przemieszczaniem się. Z naszej strony jedzie opiekun grupy, który ma do pomocy wysoko kwalifikowanego przewodnika miejscowego, który jest źródłem informacji. Wycieczkom towarzyszy duszpasterz, który także służy informacjami od strony religijnej, a jeśli grupa sobie życzy, przewodzi modlitwom. Staramy się nie wysyłać zbyt dużych grup, bo chcemy zachować wysoki standard serwisu.
Polecam także wycieczki do Argentyny i Brazylii. Argentyna to bardzo ciekawy kraj mający wiele stref klimatycznych od umiarkowanej do tropikalnej, koniecznie trzeba zobaczyć przepiękny wodospad Iguazu, przy którym nawet nasza Niagara wypada blado. Watro popatrzeć jak Argentyńczycy tańczą tango na ulicach. Największym wzięciem cieszą się, o dziwo, starsze doświadczone tancerki, które potrafią mistrzowsko zatańczyć narodowy taniec.
Z kolei na wycieczkach do USA panuje niezapomniana atmosfera, uczestnicy czują się jak za dawnych lat studenckich czy szkolnych, zawsze jest wieczorek zapoznawczy, zatrzymujemy się w dobrych hotelach. Dostaję wiele podziękowań od uczestników.
Oferujemy też wycieczki z przelotem samolotowym do Vancouver, Kalifornii, San Francisco, Los Angeles, do amerykańskich parków przyrody. Planujemy też całkiem nowe trasy.
Nasze biuro współpracuje stale z polskimi uzdrowiskami - mamy podpisaną umowę z Nałęczowem. Na tej podstawie możemy naszym klientom zaoferować korzystne warunki. Za naszym pośrednictwem nie tylko Polonia, ale i Kanadyjczycy mogą poznać Polskę. Pracujemy nad ofertą wycieczek podczas których, ze względu na niewielką odległość dzielącą te miasta będzie można odwiedzić modne ostatnio: czeską Pragę, Wiedeń, Budapeszt i Kraków. Także Polska staje się coraz bardziej atrakcyjnym krajem dla zachodnich turystów.
Polimex znany jest też jako przewoźnik Cargo.
To bardzo ważny dział naszej działalności, przewozimy towary nie tylko do Polski, ale po całym świecie. Pośredniczymy też w przesyłkach z USA, do Polski. Oferujemy wysyłkę pełnych i niepełnych kontenerów. Jako jedyna firma kanadyjska oferujemy stale cotygodniową wysyłkę z Toronto do Gdyni i Warszawy. Mamy zarówno prywatnych klientów przesyłających samochody, swoje mienie, jak i firmy nadające stałe przesyłki handlowe, regularnie kursujące na tej trasie. Mamy serwis pozwalający na przewiezienie ładunków z USA do Kanady bezpośrednio do naszego magazynu bez przekraczania kanadyjskiej granicy celnej. To pozwala uniknąć dodatkowych opłat celnych. Jest to oferta skierowana do średnich i mniejszych firm, które potrzebują częstych i mniejszych dostaw.
Poza przesyłkami morskimi Cargo, oferujemy Cargo lotnicze. Nie tylko z Polski i do Polski. Przewozimy mnóstwo towarów z Chin i Dalekiego Wschodu do Polski i Kanady. Działamy od Australii, Afryki, po Amerykę. Rozwija się kierunek z Indii i Chin. Jesteśmy profesjonalnym przewoźnikiem, mamy licencję zarówno na przewóz materiałów niebezpiecznych, jak i wysoko kwalifikowany personel. Na terenie Polski zajmuje się tym nasza firma Alfa Forwarding, która działa na skalę globalną. Zwracamy wielką uwagę na respektowanie przepisów bezpieczeństwa. Odpowiedzialność jest w tej mierze ogromna.
Kilka razy do roku organizujecie też Targi Polskiej Książki w Polonijnym Centrum Kultury im. Jana Pawła II w Mississaudze. Co skłoniło Pana do zajęcia się tą dziedziną, wydawałoby się odległą od podstawowego profilu firmy?
W latach 80 zaczęliśmy przywozić do Kanady polskie książki. W tamtych czasach ich tu praktycznie nie było. Przedstawiliśmy pełną ofertę tytułów dostępnych w Polsce. Przewoziliśmy ich tony. Kupowaliśmy je od Ars Polony. Jako pierwsi zorganizowaliśmy dla Polonii torontońskiej Targi Książki, które miały być imprezą promocyjną dla naszej księgarni. Byliśmy zaskoczeni jak wielkie zainteresowanie targi wzbudziły. Ludzie nie kupowali książek na sztuki, tylko wychodzili obładowani torbami. Był prawdziwy głód polskiej książki! Okazało się, że ludzie dużo czytają, że jest tu rynek na bardziej ambitne rzeczy, niż mogłoby się wydawać. Był to naprawdę niespodziewany sukces. Do dziś mamy odczucie, że targi odwiedza cała Polonia, że to ważna impreza, że udało nam się wyjść na przeciw ważnemu zapotrzebowaniu.
Organizujemy te targi cztery razy do roku: jesienią, pod koniec września, potem w grudniu odbywają się wraz z choinką dla
dzieci i rozdawaniem prezentów, później mamy targi wiosenne przed Wielkanocą i na koniec - z okazji Dnia Dziecka w czerwcu. Staramy się przedstawić ofertę jako księgarnia, a także podziękować za pomocą atrakcji, zabawy, prezentów naszym klientom, którzy współpracują z nami przez cały rok - ustaliła się u nas taka tradycja. Na targi zapraszaliśmy znanych polskich twórców: Joannę Chmielewską, Andrzeja Mleczkę, gościliśmy wydawnictwo Ossolineum.
Czy Polimex organizuje jeszcze inne imprezy polonijne, czy działacie charytatywnie?
Regularnie, od lat, jesteśmy sponsorami imprez artystycznych, również z Polski. Wspieramy akcje charytatywne. Była akcja paczek w stanie wojennym i po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Największą i najbardziej udaną była akcja pomocy poszkodowanym powodzią w Dolinie Kłodzkiej w 1997 roku. Polonia poprzez polskie parafie zbierała dary dla powodzian, składali do podstawionych przez nas kontenerów, a myśmy to wszystko przetransportowali przez Ocean. To był nasz wkład w akcję pomocy. W sumie było to 10 czterdziestostopowych kontenerów - 150 ton darów: żywność, odzież, koce, śpiwory, środki czystości, lekarstwa. To był dobrze zorganizowana i spontaniczna akcja.
Czasem gotowość do pomagania powoduje nieprzewidziane skutki... Pewnego razu znajomi z Gdańska zadzwonili z pytaniem, czy nie przewiózłbym za darmo do Polski mikroskopu, który jest darem dla Akademii Medycznej. Wyobrażałem sobie mikroskop tak jak te widziane w szkole podczas zajęć z biologii i odpowiedziałam ochoczo, że oczywiście. No bo cóż to za problem? Okazało się, że ten mikroskop zajął... 15 m sześciennych kontenera.... Był to mikroskop nuklearny wyposażony w jakieś wystające teleskopy, wysięgniki itp. Zupełne zaskoczenie! Potraktowaliśmy to z humorem.
Wspieramy stale organizacje charytatywnym transportując dary dla potrzebujących w Polsce. Niedawno przewieziono za naszym pośrednictwem wózki inwalidzkie dla dzieci. Wysyłamy dary od osób prywatnych. Takie akcje prowadzimy stale od lat.
Ile personelu zatrudniacie?
Polimex zatrudnia w Kanadzie 40 osób, w Polsce 35. Firma cały czas się rozwija. Mamy świadomość, że na sukces składa się ofiarna, pełna pasji praca całego zespołu, wspólnie możemy cieszyć się z osiągnięć.
Dlaczego na miejsce osiedlenia wybrał Pan z żoną Kanadę?
Jestem z Gdańska, studiowałem handel zagraniczny, pracowałem w Polskich Liniach Oceanicznych w Spocie, Gdańsku i Gdyni. Wyjechałem z Polski w 1981 roku, mieszkałam jakiś czas w Szwecji. Do dziś darzę sentymentem ten kraj, mam stamtąd wielu przyjaciół i klientów. Moim celem była jednak Kanada, o której słyszałam od dziecka, od członków rodziny którzy tu od lat mieszkali. Barry's Bay, Polskie Kaszuby to były nazwy, znane mi od dziecka.
Żona Małgorzata jest też gdańszczanką, prawnikiem z wykształcenia. Pobraliśmy się w Kopenhadze. Mój brat wyjechał z Polski wcześniej i nie wrócił. Ponieważ w ten sposób zawiódł zaufanie socjalistycznej ojczyzny, w ramach rewanżu, nie mogłem dostać pracy. Wiedziałem też, że do końca życia nigdzie nie wyjadę za granicę. Gdy więc tylko pojawiła się pierwsza okazja w czasie odwilży w 1981 roku, skorzystałem z niej natychmiast i wyjechałem.
Jakie trudności musiał Pan pokonać w pierwszym etapie powstawania firmy?
Było wiele problemów. Początki w Kanadzie były fatalne. Zakładając własną firmę byliśmy pełni optymizmu i ciężko pracowaliśmy na sukces. Zaledwie po kilku miesiącach działalności zostaliśmy wystawieni do wiatru przez, wydawałoby się, solidną angielską firmę współpracującą. Wzięli pieniądze i nic nie zrobili. To była rozpacz! Uratowali nas przyjaciele z Polski i Kanady. Powoli, mozolnie walczyliśmy o przetrwanie. Borykaliśmy się z wieloma kłopotami, serwis szwankował. Jednak po kilku latach wytrwałej pracy osiągnęliśmy stabilizację, klienci nabrali do nas zaufania i chyba nas polubili.
Przykładamy dużą wagę do promocji, staramy się zawsze zapewnić jakieś atrakcje naszym klientom. Co roku mamy niespodzianki i nowe nagrody, które losujemy. Były już trzy samochody, teraz co miesiąc są telewizory LCD. Planujemy nowe atrakcje.
Firmę prowadzi Pan wraz z żoną. Jak dzielicie się państwo obowiązkami?
Żona kieruje działalnością biura podroży w Missisisaudze, jedynie czasem służę jej pomocą. Ja z kolei zajmuję się działem Cargo, marketingiem.
Nasze dzieci: Krzysztof 21 lat (studiuje nauki polityczne, w tej chwili jest na stażu w Polsce) i Anita (lat 19, która wybiera się na ochronę środowiska) w miarę potrzeb i możliwości włączają się w pracę firmy. Nigdy nie zmuszaliśmy ich do tego, robią to spontanicznie. Na ochotnika pracowali przy organizacji Targów Książki. Myślę, że kiedyś choć jedno z nich będzie z nami pracować. Jeśli jednak zdecydują inaczej, też to zaakceptuję.